Wiosna zbliża się wielkimi krokami.
No dobrze, wiosna zbliża się jakimiś krokami. W każdym razie, kiedyś między marcem a końcem maja zaświeci słońce, śnieg stopnieje, powietrze osiągnie temperaturę czternaście na plusie a warszawscy komiksiarze wylegną na boisko do koszykówki, aby kontynuować rozpoczętą w czerwcu zeszłego roku tradycję morderczych pojedynków na asfalcie. Tak jest, już wkrótce reaktywacja Comics Basketball Association, ligi nie prezentującej może najwyższego poziomu, ale na pewno jednej z bogatszych w internetowe fotorelacje, które możecie znaleźć na blogach Jaszcza, Asu i przede wszystkim u Olgi (tutaj, tutaj, tutaj i jeszcze tutaj).
To, że CBA do tej pory nie doczekała się własnego loga uważałem za ogromne niedopatrzenie, więc postanowiłem coś z tym zrobić. Jako, że jestem graficznym imbecylem, zgłosiłem się po pomoc do Łukasza Mazura i tak, dzięki połączeniu mojej porażającej kreatywności, szalonych photoshopowych umiejętności (mad Photoshop skillz) Arcza oraz wiadomej inspiracji, powstały poniższe projekty:
Spiderman w swojej klasycznej pozie ze stopą wyrastającą z łokcia był pierwszym wyborem. Trochę za dużo czerwonego.
Wolverine, bo w końcu już grał w kosza (i dostał w dupę od Gambita, ha!).
Jeśli chodzi o napakowane, zielone stwory, to wolałem "Where incredible happens", ale ktoś się uparł na Savage Dragona.
Reed Richards w wybranej przez Arcza pozie (?), która bardzo dobrze oddaje styl gry niektórych zawodników.
Jako bonus bezimienny, zamaskowany heros z wąsem.
czwartek, 18 marca 2010
czwartek, 4 marca 2010
WSK 2010 - Najgorsza Relacja Świata
Co najlepiej wpływa na ilość odwiedzin bloga? Oprócz aktualizowania go częściej niż raz na miesiąc i unikania wpisów o zjawiskach pogodowych? Oczywiście zamieszczanie fotorelacji z imprez około-komiksowych. Najlepiej wie o tym Olga Wróbel, która mimo mydlenia oczu historyjkami o emo-lasce, tak naprawdę jest cyniczna i wyrachowana, i dąży do zdominowania blogosfery, nawet za cenę skompromitowania kolegów.
W swojej relacji z Wąsatych Spotkań Komiksowych, które odbyły się przedwczoraj na Chłodnej 25, miałem wykorzystać zdjęcia Arcza z Kolorowych Zeszytów, ale że większość z nich Łukasz wrzucił już w odmęty internetu, brutalnie odzierając z dziewiczości, jedynymi niepublikowanymi fotkami z Wąs Party jakimi dysponuję, są te, które sam zrobiłem. Niestety okazałem się jeszcze gorszym fotografem niż rysownikiem i wyglądają one mniej więcej tak (nawiasem mówiąc, całkiem wiernie oddają stan mojej ówczesnej percepcji):
Od lewej: Ystad, titos, McOwiec
Do powyższego tria dołączaNiezidentyfikowana Szara Plama Bartek Kuczyński.
Wszystkich, którzy zamiast tych pijanych, rozmazanych potworków chcą obejrzeć porządne fotki i przeczytać rzeczową relację, zapraszam na Kolorowe Zeszyty. Natomiast dla tych, którzy mają gdzieś rzeczowe relacje i chcą poczuć klimat imprezy, przygotowałem tę uroczą animację:
A na deser mała auto-kompromitacja:
W marcu jak w garcu, jak mawia przysłowie. Zima zaskoczyła wąsaczy opuszczających Chłodną 25 oblodzonymi chodnikami, z czego mnie przynajmniej pięciokrotnie. Poranek, ciężki sam w sobie, przywitał moją lewą stopę bólem i absurdalnie wielką opuchlizną (kostka wyglądała, jakby właśnie pożarła antylopę). Na szczęście kuracja z altacetu i ketonalu pomogła, i moja kariera białej nadziei CBA nie została zagrożona.
Już zupełnie na koniec dziękuję Kajetanowi Wykurzowi za miłe, motywujące słowa o blogu oraz przepraszam Janka Mazura za to, że zaciąłem go brzytwą (!).
W swojej relacji z Wąsatych Spotkań Komiksowych, które odbyły się przedwczoraj na Chłodnej 25, miałem wykorzystać zdjęcia Arcza z Kolorowych Zeszytów, ale że większość z nich Łukasz wrzucił już w odmęty internetu, brutalnie odzierając z dziewiczości, jedynymi niepublikowanymi fotkami z Wąs Party jakimi dysponuję, są te, które sam zrobiłem. Niestety okazałem się jeszcze gorszym fotografem niż rysownikiem i wyglądają one mniej więcej tak (nawiasem mówiąc, całkiem wiernie oddają stan mojej ówczesnej percepcji):
Od lewej: Ystad, titos, McOwiec
Do powyższego tria dołącza
Wszystkich, którzy zamiast tych pijanych, rozmazanych potworków chcą obejrzeć porządne fotki i przeczytać rzeczową relację, zapraszam na Kolorowe Zeszyty. Natomiast dla tych, którzy mają gdzieś rzeczowe relacje i chcą poczuć klimat imprezy, przygotowałem tę uroczą animację:
Party Monster
W roli tytułowej: Łukasz Babiel,
Gościnnie: TeO jako Zamaskowany Dres-Samuraj
W roli tytułowej: Łukasz Babiel,
Gościnnie: TeO jako Zamaskowany Dres-Samuraj
A na deser mała auto-kompromitacja:
W marcu jak w garcu, jak mawia przysłowie. Zima zaskoczyła wąsaczy opuszczających Chłodną 25 oblodzonymi chodnikami, z czego mnie przynajmniej pięciokrotnie. Poranek, ciężki sam w sobie, przywitał moją lewą stopę bólem i absurdalnie wielką opuchlizną (kostka wyglądała, jakby właśnie pożarła antylopę). Na szczęście kuracja z altacetu i ketonalu pomogła, i moja kariera białej nadziei CBA nie została zagrożona.
Już zupełnie na koniec dziękuję Kajetanowi Wykurzowi za miłe, motywujące słowa o blogu oraz przepraszam Janka Mazura za to, że zaciąłem go brzytwą (!).
Subskrybuj:
Posty (Atom)