czwartek, 5 sierpnia 2010

CrossOver 2010 - Gorąca Relacja spod Krzyża


"Napięcie przed Pałacem wzrastało z minuty na minutę. Około 13 zawrzało. Zaczęło dochodzić do przepychanek Strażników Miejskich z osobami, które chciały przedostać się do krzyża smoleńskiego umieszczonego za metalowymi barierkami. Funkcjonariusze musieli interweniować."

Tak TVN24 opisuje wtorkowe wydarzenia pod Pałacem Prezydenckim. Na pewno brzmi to dramatycznie, ale nie do końca jest zgodne z prawdą.


Wtorek, godzina 11:30. Jesteśmy z Arczem na miejscu. Krzyż mają przenosić dopiero za półtorej godziny, ale lepiej zrobić rozpoznanie, jak zorganizowana jest impreza. 

W sektorze A (elitarnym, pod samym krzyżem) miejsca trzeba było zająć przynajmniej 14 dni wcześniej za okazaniem zaświadczenia lekarskiego o chorobie psychicznej. Stanęliśmy więc w odgrodzonym od niego barierkami i kordonem straży miejskiej sektorze B dla reszty widzów. Była też loża VIP dla mediów, bufet z zimnymi napojami w postaci Przekąsek Zakąsek oraz specjalnie zainstalowane na tę okazję trzy toi-toi'e. Elegancko.

Obrońcy krzyża może nie byli tak liczni, jak się spodziewaliśmy, ale na pewno bojowo nastawieni.

Wbrew relacji TVN-u, do przepychanek ze strażą nie doszło o 13:00, tylko już o 11:40, czyli parę minut po naszym przyjściu. Kogoś straż odciągnęła od krzyża, ktoś krzyknął "Biją naszych!" i w jednej chwili Prawdziwi Polacy niczym husaria runęli na barierki. Pięć minut i kilka załzawionych par oczu później było po wszystkim. Mogliśmy spokojnie obejrzeć co ciekawsze okazy z podpałacowego freakshow.


Panią z prawej może znacie z telewizora. Zarzekała się, że w obronie krzyża gotowa jest poświęcić życie. Niestety blefowała. Na zdjęciu z koleżanką, która szpanuje krzyżem DIY.


A ten pan w temacie Zrób To Sam poszedł jeszcze o krok dalej. Przyniósł parę kijków, rurki PCV i zmajstrował swój krzyż na miejscu. Takich ludzi trzeba nam na LARPach!


Jednak nie wszystkim udało się wystrugać własny krucyfiks. Pani nigdy nie była dobra z ZetPeTów (naciągana trója na świadectwie) i proszę, takie są właśnie rezultaty - zamiast krzyża wyszła proca. A potem wstyd przed znajomymi.


Dużą grupę wśród uczestników Wydarzeń 3. Sierpnia stanowiły media: prasa i Tel-Awizja. Na każdy obecny przed Pałacem krzyż przypadało stu reporterów. Innymi słowy, było ze stu reporterów na krzyż.

Jak widać, tłum już ładnie zgęstniał. Gawiedź wykrzykuje jedyne hasło, z którym, chcąc nie chcąc, muszę się zgodzić: "Tu jest Polska!". Captain Obvious byłby zachwycony.
Potem czas na kolejny szlagier: "Wybory sfałszowane!". Jakiś gość rzuca w tłum i straż miejską drobnymi. To symbol judaszowych srebrników albo czegoś innego. W sumie, to nikt nie wie.
O 12:00 biją dzwony, jakaś babcia każe nam być cicho, bo się będzie modlić.
- Do kościoła niech się pani idzie modlić! - proponuje ktoś z tłumu.
- To jest miejsce uświęcone krwią! - odpiera pani.
Na pytanie czyją krwią, odpowiada że pałac trzeba zburzyć. Logiczne.

Po 12:00 pojawia się Janek Mazur z kolegą Krzyśkiem, wielkim kubłem popcornu i ochraniaczem na zęby. Janek to inicjator niedawnej akcji z rakietą i ulubieniec mediów. Trzeba przyznać, że obiektyw go kocha. Niedługo później dołącza TeO a potem podobno także Jarosław Kaczyński, chociaż ja go tam nie widziałem.

Wesołym akcentem była grupka z transparentem "Zostawcie kżyża mjastu!", wykrzykująca hasła w stylu "Meksyk mistrzem Polski!" albo "Gdzie jest Mariusz?!". Przyznam, że zrobiło mi się bardzo miło.


Kiedy minęła 13:00 a drewniany obiekt kultu nie trafił ani do Kościoła św. Anny ani do tartaku, na naszych twarzach i w sercach zagościło rozczarowanie. Nie byliśmy w tym odczuciu osamotnieni.


"I was like: WTF?"

Sporo osób zdziwiło się, że władze Rzeczpospolitej Polskiej nie są w stanie usunąć z ulicy dwóch desek, bo dały się zastraszyć garstce fanatyków. Wiecie ilu ich było?


Osiemnastu. Osiemnaście osób terroryzuje Pałac Prezydencki. Ani straż miejska, ani czające się nieopodal wojsko i policja nie użyły wobec nich armatek wodnych ani gumowej amunicji, za to kiedy któryś z tych oszołomów musiał wyjść na siku albo kupę, odprowadzali go grzecznie do ubikacji i eskortowali z powrotem. Straż zareagowałaby pewnie dopiero, gdyby ktoś tam zaczął nielegalnie handlować szczypiorkiem albo sznurówkami.

Humor poprawiła nam pani z mediów, która upierała się, że jesteśmy prowokatorami z grupy poszukiwaczy Mariusza. To ona przeprowadziła słynny już wywiad z TeO:
- Za kim pan jest?
- Za tym panem.
- Ale dlaczego?
- Bo stoi przede mną.
Myślała, że od Janka dowie się więcej, ale po deklaracji, że "ten popcorn jest popcornem na miarę naszych czasów", odeszła zrezygnowana.

Do konfliktów dochodziło nie tylko na linii Prawdziwi Polacy - Żydokomuna, ale także wewnątrz samych zastępów Obrońców Krzyża, na przykład w kwestii sukcesji tronu. Pani ze zdjęcia powyżej stanowczo twierdziła, że królem Polski jest Lech Kaczyński. Państwo z poniższym transparentem zgłosili do tego tytułu mocną konkurencję.

Do nieporozumień doszło także w trakcie skandowania hasła "Odwróćcie krzyż!" (trochę się przekrzywił). Nie wiadomo było, czy odwrócenia dokonać w osi wertykalnej czy horyzontalnej. Chwila nieuwagi i satanizm gotowy.

- Dzisiaj to sobie zarobicie!
- My zawsze zarabiamy.
dialog klienta z barmanem w Przekąskach Zakąskach

Po zgubieniu Janka z kolegą, orzeźwiającym małym piwie (albo siedmiu) we wspomnianym bistro i otwarciu dostępu do sektora A na afterparty (około 16:40), rzuciliśmy się w wir około-krzyżowych dyskusji.


Właściwie to TeO się rzucił. Arcza pochłonął fotoreporterski żywioł, któremu oddał się z narażeniem życia i zdrowia. Ja tylko stałem z Miną, Która Mówi Wszystko i słuchałem.



Pod Pałacem Prezydenckim spędziłem w sumie 7,5 godziny. Gdybym miał akcję CrossOver ponownie przyrównać do filmu, to powiedziałbym, że zapowiadało się świetne widowisko, ale zostało zepsute przez niekonsekwencję reżysera, niepotrzebne dłużyzny (całość 2,5 raza dłuższa od Avatara!) i otwarte zakończenie. Na szczęście dzięki smakowitym momentom i komentarzom z widowni, bawiliśmy się świetnie:



Dziękuję i pozdrawiam wszystkich obecnych, także tych którzy pojawili się tylko na fajrant w robocie i Łukasz nie zdążył uchwycić ich na zdjęciach, tzn. Martę, Gonza, Konrada i Ewę.

A na koniec: Pan z Kupą.

5 komentarzy:

  1. Panu z Kupą oddaję głęboki pokłon.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto było nie zjeść obiadu. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna relacja z imprezy. Wywiad z TeO rozbawił mnie do łez.

    OdpowiedzUsuń
  4. Popłakałem się ze śmiechu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No, nareszcie relacja.
    Ja zostałam pokarana przez los, strasznie zmokłam!

    OdpowiedzUsuń