niedziela, 10 lipca 2011

Gorzkie żale


Jeśli jeszcze jakiś grafik nie zdążył wylać w internetach łez rozpaczy na warunki swojej pracy, to może jeszcze dołączyć do fejsbukowego wydarzenia jestem ilustratorem - zrobię grafikę za bułkę, gdzie w pięciotysięcznym gronie podobnie pokrzywdzonych przez los zostanie mu wysłuchane, pokiwane ze zrozumieniem głową i pomiziane pytką po szyi.

niedziela, 10 października 2010

Słabe akcje na MFK odc. II - Autografy

Małe wyjaśnienie dla nie-komiksiarzy. W odcinku inauguracyjnym pojawiła się Olga Wróbel w głupiej czapce. Oryginalna Olga w głupiej czapce wygląda mniej więcej tak. Jeśli ktoś też chce sobie kupić taką głupią czapkę (do czego serdecznie zniechęcam), to są one dostępne w pracowni artystycznej Kakaowe Pawie Oczko.
A teraz odcinek drugi.


Pierwszy kadr jest oficjalnie najśmieszniejszym, jaki narysowałem w życiu. Zwykle nienawidzę swoich rysunków od momentu, kiedy je skończę, ale co spojrzę na japę Koko, nie mogę powstrzymać śmiechu.

czwartek, 7 października 2010

Słabe akcje na MFK odc. I - Tubylcy

Jako, że moja ostatnia, jednozdaniowa relacja z MFKiG pozostawiła pewien niedosyt i pytanie: "Ale że czemu tak sobie?", pomyślałem, że w formie krótkiego komiksowego cyklu wyjaśnię, dlaczego ostatniego festiwalu w Łodzi nie będę wspominał tak miło, jak chociażby gdańskiej BeeFki. Poniżej odcinek pierwszy pod tytułem "Tubylcy".


Powyższa sytuacja faktycznie miała miejsce, tyle że tak naprawdę było nas czworo (Arcza i Daniela nie chciało mi się rysować), nie szukaliśmy wtedy hostelu i chodziło o ŁKS.

niedziela, 3 października 2010

Fotorelacja z dwudziestej pierwszej edycji Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi 2010

Było tak sobie.

Bartosz Sztybor odbierający nagrodę za wyróżnienie albo któreś miejsce. Jak widać, nagrodą był tablet, nie książka.

sobota, 18 września 2010

Wacom - Sracom

Rysowanie mnie męczy. Pewnie spowodowane jest to moją techniczną, kompozycyjną i fotoszopową nieudolnością, ale praca nad jedną prostą planszą komiksu przeciąga się na kilka dni. Szukając sposobu na skrócenie tego czasu myślałem o zakupie tabletu, ale podczas dzisiejszej wizyty w Smyku (nie pytajcie) odkryłem, czego TAK NAPRAWDĘ potrzebuję:



A w bonusie Najbardziej Nieodpowiedni Prezent na Świecie dla dziecka chorego na raka:

Badum Psz!

sobota, 4 września 2010

Kucyki, Żyrafy i Ludzie

Dawno niczego tu nie wrzucałem, ale mam wymówkę w postaci pisania pracy licencjackiej, która jest już na ukończeniu i niedługo zwieńczy moją siedmioletnią tułaczkę po uczelniach wyższych i jednej niższej. Poza tym, po sześciokrotnym zdobyciu tytułu Biletera Miesiąca i wygraniu okręgowych zawodów w przedzieraniu na czas, rzuciłem karierę teatralną. Od pierwszego września edytuję listy dostępnych w internecie filmów i seriali. Do tej pory udało mi się już między innymi znaleźć i zgłosić programistom błąd w dacie produkcji serii animowanej My Little Pony (prawdziwa historia), co uważam za swój mały, osobisty sukces.

Ale, ale, najważniejsze - komiksy. Moja jednoplanszówka pomyślnie przeszła selekcję do nowego Kolektywu o temacie "Siedem". Jest to krótka historyjka, której głównym bohaterem jest Bóg (ten nasz, chrześcijański, więc ok) i liczy sobie siedem kadrów, co chytrze nawiązuje formą do treści. Z tymi kadrami to taka sztuczka, której nauczyłem się na gdańskich warsztatach Daniela Chmielewskiego i Kolca Podolca.

Powyżej mały przedsmak (ang. teaser) komiksu. Widać tutaj Boga - głównego bohatera. Bóg śpi i ślina ścieka mu po brodzie, co zabawnie kontrastuje z powagą jego osoby. Widoczna w dolnej części kadru kołdra w żyrafy jest autobiograficznym nawiązaniem do mojej własnej kołdry w żyrafy. Rysunek wykonałem w odcieniach szarości, które z niewiadomych przyczyn miejscami przybrały odcienie różu i pomarańczu. Cieniowanie mocno nieśmiałe - jeszcze się go trochę boję.
Nowy "Kolektyw" będzie miał premierę pierwszego października na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi a później będzie do nabycia w różnych miejscach. Kupcie go, co?

Jeśli chodzi o inne projekty - właśnie przekroczyłem martwą linię naboru prac do zina, którego jeszcze nie ma, ale powoli rodzi się w bólach. Jeśli uda mi się ją skończyć, to będzie to mała parodia takiego jednego komiksu z gościnnym występem m.in. Willa Smitha. Oprócz tego mam jeszcze dwa pomysły na plansze do wrzucenia na bloga, z czego jeden dotyczy niedawnych zaręczyn Olgi i Daniela Wróbel-Chmielewskich a drugi innej, popularnej w komiksowym półświatku, pary.

A, i jeszcze wymyśliłem jak będzie się nazywać zespół, który kiedyś założę. A nawet zaprojektowałem wzór na t-shirty dla fanów:


czwartek, 5 sierpnia 2010

CrossOver 2010 - Gorąca Relacja spod Krzyża


"Napięcie przed Pałacem wzrastało z minuty na minutę. Około 13 zawrzało. Zaczęło dochodzić do przepychanek Strażników Miejskich z osobami, które chciały przedostać się do krzyża smoleńskiego umieszczonego za metalowymi barierkami. Funkcjonariusze musieli interweniować."

Tak TVN24 opisuje wtorkowe wydarzenia pod Pałacem Prezydenckim. Na pewno brzmi to dramatycznie, ale nie do końca jest zgodne z prawdą.


Wtorek, godzina 11:30. Jesteśmy z Arczem na miejscu. Krzyż mają przenosić dopiero za półtorej godziny, ale lepiej zrobić rozpoznanie, jak zorganizowana jest impreza. 

W sektorze A (elitarnym, pod samym krzyżem) miejsca trzeba było zająć przynajmniej 14 dni wcześniej za okazaniem zaświadczenia lekarskiego o chorobie psychicznej. Stanęliśmy więc w odgrodzonym od niego barierkami i kordonem straży miejskiej sektorze B dla reszty widzów. Była też loża VIP dla mediów, bufet z zimnymi napojami w postaci Przekąsek Zakąsek oraz specjalnie zainstalowane na tę okazję trzy toi-toi'e. Elegancko.

Obrońcy krzyża może nie byli tak liczni, jak się spodziewaliśmy, ale na pewno bojowo nastawieni.

Wbrew relacji TVN-u, do przepychanek ze strażą nie doszło o 13:00, tylko już o 11:40, czyli parę minut po naszym przyjściu. Kogoś straż odciągnęła od krzyża, ktoś krzyknął "Biją naszych!" i w jednej chwili Prawdziwi Polacy niczym husaria runęli na barierki. Pięć minut i kilka załzawionych par oczu później było po wszystkim. Mogliśmy spokojnie obejrzeć co ciekawsze okazy z podpałacowego freakshow.


Panią z prawej może znacie z telewizora. Zarzekała się, że w obronie krzyża gotowa jest poświęcić życie. Niestety blefowała. Na zdjęciu z koleżanką, która szpanuje krzyżem DIY.


A ten pan w temacie Zrób To Sam poszedł jeszcze o krok dalej. Przyniósł parę kijków, rurki PCV i zmajstrował swój krzyż na miejscu. Takich ludzi trzeba nam na LARPach!


Jednak nie wszystkim udało się wystrugać własny krucyfiks. Pani nigdy nie była dobra z ZetPeTów (naciągana trója na świadectwie) i proszę, takie są właśnie rezultaty - zamiast krzyża wyszła proca. A potem wstyd przed znajomymi.


Dużą grupę wśród uczestników Wydarzeń 3. Sierpnia stanowiły media: prasa i Tel-Awizja. Na każdy obecny przed Pałacem krzyż przypadało stu reporterów. Innymi słowy, było ze stu reporterów na krzyż.

Jak widać, tłum już ładnie zgęstniał. Gawiedź wykrzykuje jedyne hasło, z którym, chcąc nie chcąc, muszę się zgodzić: "Tu jest Polska!". Captain Obvious byłby zachwycony.
Potem czas na kolejny szlagier: "Wybory sfałszowane!". Jakiś gość rzuca w tłum i straż miejską drobnymi. To symbol judaszowych srebrników albo czegoś innego. W sumie, to nikt nie wie.
O 12:00 biją dzwony, jakaś babcia każe nam być cicho, bo się będzie modlić.
- Do kościoła niech się pani idzie modlić! - proponuje ktoś z tłumu.
- To jest miejsce uświęcone krwią! - odpiera pani.
Na pytanie czyją krwią, odpowiada że pałac trzeba zburzyć. Logiczne.

Po 12:00 pojawia się Janek Mazur z kolegą Krzyśkiem, wielkim kubłem popcornu i ochraniaczem na zęby. Janek to inicjator niedawnej akcji z rakietą i ulubieniec mediów. Trzeba przyznać, że obiektyw go kocha. Niedługo później dołącza TeO a potem podobno także Jarosław Kaczyński, chociaż ja go tam nie widziałem.

Wesołym akcentem była grupka z transparentem "Zostawcie kżyża mjastu!", wykrzykująca hasła w stylu "Meksyk mistrzem Polski!" albo "Gdzie jest Mariusz?!". Przyznam, że zrobiło mi się bardzo miło.


Kiedy minęła 13:00 a drewniany obiekt kultu nie trafił ani do Kościoła św. Anny ani do tartaku, na naszych twarzach i w sercach zagościło rozczarowanie. Nie byliśmy w tym odczuciu osamotnieni.


"I was like: WTF?"

Sporo osób zdziwiło się, że władze Rzeczpospolitej Polskiej nie są w stanie usunąć z ulicy dwóch desek, bo dały się zastraszyć garstce fanatyków. Wiecie ilu ich było?


Osiemnastu. Osiemnaście osób terroryzuje Pałac Prezydencki. Ani straż miejska, ani czające się nieopodal wojsko i policja nie użyły wobec nich armatek wodnych ani gumowej amunicji, za to kiedy któryś z tych oszołomów musiał wyjść na siku albo kupę, odprowadzali go grzecznie do ubikacji i eskortowali z powrotem. Straż zareagowałaby pewnie dopiero, gdyby ktoś tam zaczął nielegalnie handlować szczypiorkiem albo sznurówkami.

Humor poprawiła nam pani z mediów, która upierała się, że jesteśmy prowokatorami z grupy poszukiwaczy Mariusza. To ona przeprowadziła słynny już wywiad z TeO:
- Za kim pan jest?
- Za tym panem.
- Ale dlaczego?
- Bo stoi przede mną.
Myślała, że od Janka dowie się więcej, ale po deklaracji, że "ten popcorn jest popcornem na miarę naszych czasów", odeszła zrezygnowana.

Do konfliktów dochodziło nie tylko na linii Prawdziwi Polacy - Żydokomuna, ale także wewnątrz samych zastępów Obrońców Krzyża, na przykład w kwestii sukcesji tronu. Pani ze zdjęcia powyżej stanowczo twierdziła, że królem Polski jest Lech Kaczyński. Państwo z poniższym transparentem zgłosili do tego tytułu mocną konkurencję.

Do nieporozumień doszło także w trakcie skandowania hasła "Odwróćcie krzyż!" (trochę się przekrzywił). Nie wiadomo było, czy odwrócenia dokonać w osi wertykalnej czy horyzontalnej. Chwila nieuwagi i satanizm gotowy.

- Dzisiaj to sobie zarobicie!
- My zawsze zarabiamy.
dialog klienta z barmanem w Przekąskach Zakąskach

Po zgubieniu Janka z kolegą, orzeźwiającym małym piwie (albo siedmiu) we wspomnianym bistro i otwarciu dostępu do sektora A na afterparty (około 16:40), rzuciliśmy się w wir około-krzyżowych dyskusji.


Właściwie to TeO się rzucił. Arcza pochłonął fotoreporterski żywioł, któremu oddał się z narażeniem życia i zdrowia. Ja tylko stałem z Miną, Która Mówi Wszystko i słuchałem.



Pod Pałacem Prezydenckim spędziłem w sumie 7,5 godziny. Gdybym miał akcję CrossOver ponownie przyrównać do filmu, to powiedziałbym, że zapowiadało się świetne widowisko, ale zostało zepsute przez niekonsekwencję reżysera, niepotrzebne dłużyzny (całość 2,5 raza dłuższa od Avatara!) i otwarte zakończenie. Na szczęście dzięki smakowitym momentom i komentarzom z widowni, bawiliśmy się świetnie:



Dziękuję i pozdrawiam wszystkich obecnych, także tych którzy pojawili się tylko na fajrant w robocie i Łukasz nie zdążył uchwycić ich na zdjęciach, tzn. Martę, Gonza, Konrada i Ewę.

A na koniec: Pan z Kupą.